Aktualności

 Patron szkloły

  Dyrekcja

Nauczyciele

 Dokumenty szkoły

 

 Kontakt

 Galeria

 Uczniowie

 Plany lekcji

 Kalendarz szkolny

 SKKT PTTK Nr3

 Chemia

 Zajęcia pozalekcyjne

 Sport

 Samorząd szkolny

 Szkolne Koło Caritas

 Dzieje Zaczernia

 Historia Szkoły

 Klub Europejski

 Język polski

 Język angielski

Google

Nakarm głodne dziecko - wejdŸ na stronę www.Pajacyk.pl

Dziecko w sieci

 

 

Rajd "Śladami Armii Krajowej"

 

Przełom maja i czerwca to w zaczerskim Zespole Szkół czas świętowania wielu wydarzeń, zarówno tych wesołych, jak i poważnych i doniosłych, związanych z historią naszej szkoły. Nie inaczej było i w tym roku. Dzień 31 maja poświęcony został obchodom Dnia Dziecka, Dnia Sportu, a także kolejnej rocznicy nadania placówce imienia Armii Krajowej. Z tej okazji uczniowie mogli wziąć udział w zorganizowanych w szkole konkursach, wyjeżdżali do kina, a ci najwytrwalsi wyruszyli na rajd śladami patrona - żołnierzy Armii Krajowej. Tym razem celem wędrówki stał się las turzański nieopodal Sokołowa.

Zaprawiona już w wędrówkach grupa członków i sympatyków szkolnego Koła PTTK w liczbie 42 osób zebrała się bladym świtem, tj. o 7 rano przed szkołą. Stąd autokarem pod wodzą pana Marcina Kowalskiego ruszyliśmy w stronę Głogowa Małopolskiego. Pierwszy przystanek to rezerwat "Bór". Tu pochyliliśmy się nad zbiorowymi mogiłami Żydów z rzeszowskiego getta wymordowanymi przez hitlerowców w roku 1942. Wracając do autokaru, mogliśmy podziwiać piękną zabudowę osiedla "Niwa" w Głogowie.

Drugim przystankiem stała się Janciówka - przysiółek Wysokiej Głogowskiej. Tu skończyły się wygody, bo dalszy odcinek drogi - około 10 km pokonywaliśmy już pieszo. Wędrowaliśmy leśnym duktem, który łączył od dawna dwa miasteczka: Głogów i Sokołów. Spacerek był bardzo miły, bo pogoda dopisywała, komary jeszcze nas omijały, a na trasie nie pojawiały się żadne wzniesienia i wymagające wysiłku podejścia. Niemniej jednak "zaliczyliśmy" dwa postoje, bo niektórzy zabrali za dużo kanapek

Około godziny 11-tej dotarliśmy w końcu do celu naszej wędrówki - lasu Turzańskiego, a dokładniej miejsca pamięci poświęconego tragicznym losom żołnierzy Armii Krajowej. Tu oczekiwał na nas historyk i regionalista z Sokołowa dr Bartosz Walicki, który przedstawił nam mroczne tajemnice turzańskiego lasu.

W tym miejscu jesienią 1944 roku funkcjonariusze NKWD towarzyszący sowieckiej armii, która "wyzwalała" ziemie polskie, mordowali więźniów obozu w sąsiedniej Trzebusce.

Według relacji żyjących do dziś świadków, więźniami byli głównie żołnierze Armii Krajowej, zwłaszcza schwytani podczas przedostawania się do walczącej o wyzwolenie Warszawy. Byli wśród nich również partyzanci, aresztowani we Lwowie po zakończeniu walk z Niemcami. W obozie w Trzebusce przetrzymywano m.in. gen. Władysława Filipowskiego oraz pułkowników: Franciszka Studzińskiego i Henryka Pohoskiego. Prócz tego tutejszymi jeńcami byli żołnierze innych narodowości: Rosjanie, Niemcy, Azerbejdżanie. Nowych więźniów dowożono prawie codziennie. Przez krótki okres funkcjonowania łagru więziono w nim kilka tysięcy osób.

Co tydzień odbywały się całonocne przesłuchania więźniów, przeprowadzane przez oficerów ze sztabu marszałka Iwana Koniewa, stacjonującego w niedalekiej wiosce Mazury. Stosowano podczas nich względem więźniów różnorakie tortury, wymuszano składanie zeznań, ferowano bezprawne wyroki. Niektórych osądzonych wywożono w głąb Rosji, gdzie czekały ich lata walki o przetrwanie w łagrach lub na zsyłce. Innych, ubranych jedynie w bieliznę, wieziono do lasu turzańskiego, gdzie wykonywano wyroki śmierci, następnie grzebano zmarłych, a miejsca pochówku starannie maskowano. Ubrania, wszelakie dokumenty i rzeczy osobiste niszczono. Do dziś nie ujawnił się żaden świadek tragedii rozgrywającej się w turzańskim lesie. Lokalni mieszkańcy o losie więźniów mogli się jedynie domyślać. O egzekucjach dowiadywano się przypadkowo, m.in. słuchając zwierzeń pijanych żołnierzy radzieckich.

W październiku 1944 r. łagier w Trzebusce został zlikwidowany. Sokołowianie jednak nie zapomnieli. W listopadzie tegoż roku grupa partyzantów (m.in. Bolesław Nazimek, ks. kapelan Józef Pelc, lekarz Jabłoński) dokonała tajnej ekshumacji. Odkopano część jednej z mogił. W grobie znaleziono ułożone warstwami ciała pomordowanych. Zwłoki posiadały skrępowane ręce i nogi, na ich karkach i szyjach odnaleźć można było ślady po ciosach noża. Takich tajnych ekshumacji dokonano kilkakrotnie. Milicjanci z miejscowego posterunku MO w Sokołowie nie chcieli przyjąć jednak żadnego zgłoszenia, nakazując o wszystkim milczeć.

Dopiero w maju 1990 r. przeprowadzono w turzańskim lesie wizję lokalną, poprzedzającą ekshumację. Nazajutrz odkryto pierwszą mogiłę. Następne znaleziono w kolejnych dniach. Badania wykazały, że odnalezione szkielety są szczątkami młodych mężczyzn, zmarłych w sposób gwałtowny, przede wszystkim na skutek postrzału w tył głowy. Część z ofiar doznało pojedynczego lub wielokrotnego postrzału, a niektóre zmarły z innego powodu (prawdopodobnie od ciosów nożem). Określono, że ofiary były pozbawiono możliwości obrony, gdyż miały skrępowane ręce. Egzekucji dokonywano na miejscu pogrzebania ofiar, strzelając do nich, gdy stały lub klęczały na brzegu mogiły. Identyfikacja zwłok jest niemal niemożliwa. Jedynie w trzech przypadkach udało się ustalić tożsamość ofiar - żołnierzy Armii Krajowej z Ropczyc: Zdzisława Brunowskiego ps. "Cygan", Zdzisława Łaskawca ps. "Monter" i Eugeniusza Zymroza ps. "Macedończyk".

Także od roku 1990, w jedną z jesiennych niedziel odbywa się w Turzy nabożeństwo żałobne, organizowane przez parafię sokołowską. Poświęcone jest ono ofiarom sowieckiego terroru. Nabożeństwo to ma za zadanie prosić Boga o spokój wieczny dla tych zmarłych, ale równocześnie utrwalać w ludzkiej pamięci wydarzenia, których świadkiem był turzański las.

Po tej lekcji historii powędrowaliśmy dalej, w stronę śródleśnego parkingu, gdzie mogliśmy posilić nadwątlone siły kiełbaską z grilla, którego wcześniej trzeba było jednak rozpalić. Tym zajęli się panowie, zaś panie przygotowywały w tym czasie posiłek. W tym miejscu dodać warto, że prócz kiełbaski mogliśmy się również delektować chlebem domowej roboty, którym częstował nas sam Pan Dyrektor wędrujący razem z nami.

Z tego miejsca postoju, znów w warunkach komfortowych, bo autokarem, wyruszyliśmy do Sokołowa. Tu zatrzymaliśmy się przy neogotyckim kościele farnym. Historię miejscowości i kościoła będącego jednocześnie sanktuarium Matki Bożej - Opiekunki Ludzkich Dróg przybliżył nam nasz przewodnik z Turzy - dr Bartosz Walicki. Trasa z Sokołowa do Zaczernia minęła w ekspresowym tempie. Około godziny 13.30. ujrzeliśmy znów mury zaczerskiego Zespołu Szkół. Na szczęście tego dnia nie było już lekcji, można więc było wrócić do domu, by w spokoju leczyć nieliczne (na szczęście) pryszczyki na stopach.

E. Kłeczek-Walicka

 

 
Copyright 2006-2011 Zespół Szkół w Zaczerniu